Wczesnym popołudniem spotkał się z nami Bill Buzenberg, dyrektor organizacji, który opowiedział nam o nowych projektach Centrum, wynikach śledztw i analiz tych, które już zostały upublicznione oraz o długofalowych zmianach, które były wynikiem opublikowanych raportów.
Jeśli miałabym podsumować naszą bardzo interesującą i inspirującą rozmowę, wystarczyłyby trzy słowa: Przejrzystość zmienia zachowanie! (ang. Transparency changes behavior!). Nie trzeba chyba dodawać, że zmienia na lepsze! Kolejny raz podczas naszej wizyty mogliśmy się przekonać, że odwiedzana organizacja ma wiele argumentów na potwierdzenie swojej tezy. Ciekawym przykładem na zmianę - po rozpowszechnieniu konkretnych informacji w odpowiednim zestawieniu - jest fakt, że po opublikowaniu liczby podróży członków Kongresu odbywanych na koszt prywatnych firm i korporacji, udało się je praktycznie wyeliminować. Niepotrzebny był do tego oficjalny zakaz, po prostu CPI opublikowało informacje, które członkowie Kongresu byli zobowiązani raportować. Kiedy dane te, zamiast leżakować w przepastnych archiwach, ujrzały światło dzienne, zmieniło się również zachowanie kongresmenów, którzy nie chcieli być postrzegani jako osoby przekupne.
Taki jest właśnie główny model działania Centrum. Jego pracownicy i pracowniczki przekopują się przez tony danych zebranych na podstawie prawa do informacji publicznej, wklepują je do komputerów, a następnie przedstawiają w atrakcyjnej formie lub zestawiają z innymi bazami danych. Wyniki, okraszone co ciekawszymi przypadkami, przedstawiane są mediom oraz innym organizacjom. Każdy może z nimi zrobić, co mu się podoba, możliwe jest również dalsze przetwarzanie danych przez osoby z zewewnątrz organizacji. Jeśli chodzi o praktykę tego typu pracy, to ważną informacją była dla nas to, że do przesiadywania w archiwach i czasochłonnego przepisywania danych zaprasza się studentów. W ramach rewanżu Centrum prowadzi dla nich zajęcia np. z dziennikarstwa śledczego lub komputerowej analizy danych.
Kto korzysta z prac CPI? Głównie media, które często publikują wyniki śledztw Centrum lub dręczą polityków pytaniami na temat informacji przedstawionych w raportach. Korzystają też organizacje działające na rzecz interesu publicznego - często dopuszczane do wyników prac jeszcze przed ich opublikowaniem, tak by umożliwić im wcześniejsze przygotowanie się do kampanii na rzecz zmian, która może odbyć się przy okazji medialnego szumu wokół danego raportu.
Dzięki temu, że CPI ma bardzo rozbudowane kontakty internetowe, bardzo często również i polityczni blogerzy ze Stanów powołują się na wyniki prac Centrum. Przy obecnej sytuacji rynku medialnego w USA, siła specjalistycznych blogów rośnie, często docierając do innych grup odbiorców niż organizacje pozarządowe lub tradycyjne media.
The Center for Public Integrity działa na poziomie centralnym (rząd i Kongres USA), federalnym (np. porównując zabezpieczenie poszczególnych stanów przed nieuczciwymi działaniami osób publicznych) oraz międzynarodowym. Jest czymś, co wypełnia lukę między dziennikarzami śledczymi a organizacjami zajmującymi się rzecznictwem interesu publicznego (takich jak np. Public Citizen)
Warto dodać, że przykłady działalności Centrum oceniliśmy już wcześniej jako dobre praktyki. Na naszej stronie można znaleźć opis ich projektu Irak: Karta Wojny.
Wizyta była fascynująca, a kolejne projekty, o których opowiadał nam Bill Buzenberg zapowiadały się bardzo ciekawe. Polecam wszystkim zajrzenie na stronę Centrum i przyjrzenie się zarówno metodologiom, jak i samym pomysłom na śledztwa!
Anna Kuliberda: Prosimy o wprowadzenie nas do działalności Państwa organizacji.
William Buzenberg:
- Center for Public Integrity zostało założone około 20 lat temu. To w co wierzymy, to że przedstawienie przejrzystej informacji o rządzie czy o działalności biznesu zmienia zachowania. Mamy wiele przykładów z tych lat, kiedy Centrum otrzymało informacje – czasami od sygnalistów, czasami z danych, czasami od naszych własnych dziennikarzy śledczych i ujawniliśmy je na naszej stronie internetowej oraz daliśmy je innym dziennikarzom, głównie z dzienników. Kiedy te działania są przedstawione publicznie zachowania polityków czy przedsiębiorców się zmieniają. Ludzie mogą coś zobaczyć i zrozumieć. To coś, co było ukryte i nagle staje się sprawą, o której się rozmawia publicznie. To zmienia zachowania. I to jest właśnie sposób w jaki pracujemy. Wciąż widzimy jak skutecznie działa ten mechanizm.
(tłumaczenie własne)
William Buzenberg:
- Dziennikarze muszą pracować z nowymi technologiami. Istnieje mnóstwo dostępnych narzędzi. W tym kraju, wiele gazet zwalnia ludzi i porusza potrzebę zmiany swojego modelu biznesowego oraz narzeka jak im jest trudno. To o czym my mówimy, to możliwość użycia nowych technologii. Jesteśmy partnerem firmy informatycznej z Palo Alto w Kalifornii. Dzięki tej współpracy, mogliśmy stworzyć pokaźne bazy danych. Na przykład połączyliśmy wszystkie kontrakty udzielone przez rząd z przekazami finansowymi dla członków kongresu, znaleźliśmy określone powiązania i rozpowszechniliśmy tę wiedzę wśród opinii publicznej.
Używamy komputerowej metody zbierania danych (ang. Computer Assisted Reporting). Ten system pozwala nam zebranie olbrzymiej ilości danych, efektywne ich przetworzenie, a następnie upublicznienie. Te dane mogą dotyczyć podróży polityków opłaconych przez lobbystów lub wydatków służby zdrowia. Stworzyliśmy na podstawie danych o 7 mln. kredytów hipotecznych listę najgorszych instytucji finansowych i opublikowaliśmy szczegółowe dane 25 firm, które proponowały najgorsze warunki – kto je prowadzi i kto w nich inwestuje. To są właśnie projekty, w których zbieramy i przetwarzamy dane, a następnie je upubliczniamy. Watchdogi i dziennikarze powinni używać tych narzędzi.
(tłumaczenie własne)
William Buzenberg:
- Co mogę wam tak ogólnie powiedzieć o watchdogach i ich pracy? Słuchamy ludzi, przychodzą do nas sygnaliści, dostajemy maile. One nie zawsze są interesujące. Ale czasami są to ciekawe informacje – media relacjonują jakieś wydarzenie i trzeba sobie zadać pytanie co tak naprawdę kryje się pod tą wiadomością? Dlaczego coś takiego się wydarzyło? Trzeba przekopać się przez różne dane, lub znaleźć ludzi, którzy powiedzą ci co tak naprawdę się stało. I to właśnie staje się projektem, w który się zagłębiasz. Poświęcisz na to nawet 6 miesięcy – reszta mediów tego nie zrobi. My robimy to regularnie, czasami przez rok, a nawet dwa. Zbieramy informacje, łączymy je ze sobą i upubliczniamy. Trzeba słuchać co się dzieje, wiemy, że są problematyczne obszary – trzeba się w nie wgłębiać, zbierać dane i umieszczać je na stronie. Dać je innym mediom, niech one też informują. Trzeba zajmować się nie tym co jest informacją na pierwszy rzut oka, ale tylko tym co ta informacja tak naprawdę pod sobą kryje. O co tak naprawdę chodzi? Dobrą radą jest zawsze – śledzenie pieniędzy, zobacz skąd i dokąd idą. Często odkrywa się jakiś ciekawy przypadek. To pieniądze zmieniają prawo, są za dużą częścią tego co dzieje się w Waszyngtonie. Naszą rolą jest upublicznienie tej wiedzy.
(tłumaczenie własne)